Mongolia
Zalogowany w Ułan Bator. Dobre żarcie. Regeneracja pilota i la poderosy. Wyrabianie ostatniej ruskiej wizy. Za pare dni rura w syberie!
Mongolia. W drodze do Ułan.
Wykręcone 20 tys km. Prawie trzy miesiące w drodze. Zmęczony kilometrami. Od parunastu dni towarzyszy mi Mircha z Rumuni na swojej dzielnej Afryce. Postanowiliśmy podróżować wspólnie. Wiedzieliśmy, że w Mongolii możemy potrzebować swojej pomocy. Wybraliśmy południowa, łatwiejsza drogę w kierunku Ulan. Po siedmiu dniach frunięcia boskim stepem i dobrej pogody zbliżaliśmy się do celu. Dziś złapałem pierwszego kapcia. Nocleg na wzgórzu. Półpustynia.W oddali widzimy, że z pogodą dzieje się coś niedobrego. Niebo robi się czarne, wiatr coraz silniejszy. W ciągu paru chwil jesteśmy w środku burzy piaskowej. Ustawiamy motocykle tak, by chroniły nas przed bolesnymi drobinami piasku. Jest zimno.Wieje coraz mocniej. Namiot blaga o litość. Otwieramy butelkę mongolskiej wódki. Piekło trwa całą noc. Następnego dnia burza piaskowa przemienia się w burze śnieżna. Czujemy się jak na biegunie. Postanawiamy zwinąć obozowisko i uciekać w kierunku Ułan. Po godzinie jazdy, zmarznięci, zostajemy zgarnięci przez lokalsa do jurty. Gorąca zupa z baraniny i chai regenerują nasze siły i morale. Z błogosławieństwem lokalsow ruszamy dalej. Wieje coraz mocniej. Podążam za czerwonym tylnym światłem motocykla Mirchy (dobrze, że był ze mną...). Moje myśli błądziły, jednocześnie byłem bardzo skupiony. Po paru godzinach, resztkami sił docieramy do asfaltu, potem do miasta. Hotel. Gorączka. Regeneracja.
Myslę, że były to jedne z najtrudniejszych i najzimniejszych chwil w moim życiu.
Dzis dalej zero stopni. Na szczęście śnieg nie pada. Jutro napieramy dalej. Koniecznie na pełnej.
W drodze do Ułan. Po siedmiu dniach pustyni, przyszła pora na pustynną burzę która potem przemieniła się w snow storm . 0 stopni i kupa śniegu. droga się rozpływa. Asfalt coraz bliżej. Więcej gazu!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz